
Branża TSL od lat boryka się ze zmiennością warunków rynkowych, niepewnością geopolityczną, jak choćby wojna na Bliskim Wschodzie, mocną konkurencją, m.in. ze strony ukraińskich firm. Jak w takich warunkach radzicie sobie na rynku?
– Ostatnie kilkanaście miesięcy było dla firmy okresem bardzo intensywnej pracy rozwojowej. Spółka skoncentrowała się na pozyskiwaniu klientów z nowych branż – w tym związanych z sektorem offshore oraz na aktywnych działaniach marketingowych i budowaniu relacji. Był to jednak czas, który nie przełożył się od razu na wyniki finansowe. Dopiero końcówka roku przyniosła pierwsze wymierne efekty w postaci nowych kontaktów biznesowych i przygotowań do zawarcia umów. Rok 2025 można określić zatem jako czas inwestycji w przyszłość – wymagający, kosztowny, ale budujący fundamenty pod kolejne lata. Dlatego oceniam go pozytywnie.
– Jednym z kluczowych problemów branży pozostaje rosnąca presja kosztowa, w różnych sferach, od płac, po opłaty drogowe i konieczność inwestycji. Udaje się „odzyskiwać” te nakłady w marży, którą uzyskujecie?
– Obecnie największym obciążeniem są koszty pracy. Dynamiczny wzrost płacy minimalnej w ostatnich latach oraz inflacja (szczególnie wysoka w latach 2022–2023) przełożyły się na istotny wzrost wynagrodzeń. Rozumiem i akceptuję, że za dobrą pracę trzeba dobrze zapłacić, ale widzę jak to wpływa na sytuację finansową, bo jednocześnie zleceniodawcy w bardzo ograniczonym stopniu akceptują indeksację stawek transportowych.
CAŁY WYWIAD: