
„Wąskie gardło” – tak o systemie CATCH mówią eksperci sektora TSL i agenci celni z Polski. Bieżące działania w ramach systemu poprzedzone były niezliczonymi roboczogodzinami jego testowania, raportowania usterek technicznych i problemów natury formalnej. W chwili obecnej jedynie wąska grupa eksporterów z kilku krajów trzecich przekazuje wymagane dane w ramach systemu CATCH. Jak zatem wygląda praca z jego wykorzystaniem? „Nie jest łatwo, ale oczywiście jest to wykonalne. Szczęśliwie, Komisja Europejska w ramach wypracowanych kanałów komunikacji na bieżąco reaguje na uwagi użytkowników poprawiając poszczególne usterki i dokonując sugerowanych poprawek” – mówi Jacek Gąszczak, Kierownik agencji celnej Grupy CSL. „Dzięki posiadanemu doświadczeniu w zakresie pracy z pozostałymi modułami systemu TRACES NT (weterynaryjny, fitosanitarny) uruchomienie wersji produkcyjnej systemu CATCH nie było dla nas „twardym lądowaniem”. Struktura nowego modułu jest jednak znacznie mniej intuicyjna, co wymaga od użytkownika stałego kontaktu z organami kompetentnymi, przynajmniej na poziomie krajowym” dodaje.
System, który agenci celni ze Szczecina musieli „rozpracować”
System CATCH służy do wymiany danych o połowach w kontekście wprowadzania produktów rybołówstwa na obszar Unii Europejskiej lub wyprowadzania z tego obszaru celem zapobiegania nielegalnym, nieraportowanym i nieuregulowanym połowom surowca. Jednym z podstawowych założeń systemu jest umożliwienie elektronicznej weryfikacji świadectw połowowych przez krajowe organy kompetentne. Założenie jak najbardziej słuszne, biorąc
pod uwagę dotychczasowy, „papierowy” obrót dokumentacją połowową. Dostęp do systemu mogą (i powinni) uzyskać importerzy unijni, jak również eksporterzy z krajów trzecich. W teorii wprowadzenie takiego usprawnienia jest zdecydowanie zmianą na lepsze. A jak wygląda praktyka?
Okazuje się, że nieścisłości formalne i/ lub techniczne związane z problemami natury kompetencyjnej oraz niekompatybilnością systemu CATCH i systemów wykorzystywanych
w krajach trzecich skutecznie ograniczają możliwość pełnego wykorzystania możliwości programu.
Zgodnie z założeniem, CATCH powinien być wykorzystywany przez podmioty spoza UE
oraz odpowiednie organy kompetentne do zatwierdzania i przesyłania danych o połowach
importerom unijnym, którzy mogliby je sprawnie przesyłać w ramach odpowiedniej deklaracji do właściwego organu krajowego, którym w Polsce jest Główny Inspektorat Rybołówstwa Morskiego. Niestety, w chwili obecnej niewielka część eksporterów decyduje się na rejestrację w systemie. Spowodowane jest to w dużej mierze wspomnianą już nie intuicyjnością modułu oraz problemami natury kompetencyjnej (kompetentne organy z krajów trzecich również powinny zarejestrować się w systemie aby móc zatwierdzać przesyłane dane).
System szczęśliwie pozwala jednak na ręczne wprowadzanie danych o połowach
przez importerów lub ich przedstawicieli. „Niestety, pomimo spędzenia kliku tygodni na pracy w środowisku testowym, przy ciągłym wsparciu Głównego Inspektoratu Rybołówstwa Morskiego uruchomienie wersji produkcyjnej spowodowało zaistnienie wielu nowych problemów. W pierwszych tygodniach mieliśmy poważne problemy z procesowaniem dokumentów wymaganych przy imporcie i eksporcie towarów, co zagroziło ciągłości łańcuchów dostaw i naraziło naszych klientów na niepotrzebny stres” – dodaje Jacek Gąszczak.
„To nasza praca”
Bez operacyjnego zaangażowania ze strony agentów celnych odprawy produktów rybołówstwa byłyby znacząco utrudnione.
Ręczne wprowadzanie dużej ilości informacji w ramach danego świadectwa połowu
czy deklaracji importera to wielogodzinna praca wymagająca dużej skrupulatności. Dodatkowo, w związku z wprowadzonymi przez Komisję Europejską okresami przejściowymi dla poszczególnych kategorii dokumentów oraz wynikającymi z tego różnicami w sposobie ich procedowania w ramach systemu CATCH, praca w systemie może być dla części importerów uciążliwa.
„Organ czegoś nie widzi, nie można wysłać informacji, nie działa powiązanie między organem, a agencją celną lub importerem, przesłane dane są dla organu niewidoczne. Od początku było dla nas jasne, że ta implementacja nie będzie lekka. Nie było dnia, byśmy nie spędzali
z Inspektoratem Rybołówstwa kilku godzin dziennie na sesjach technicznych. Można powiedzieć, że ta „praca u podstaw” zaczęła się w Szczecinie. Całkiem przypadkowo przysłużyliśmy się całej branży” mówi Agnieszka Bartkowiak, zastępca kierownika agencji celnej Grupy CSL. Nasze zadaniowe podejście i dobre relacje z organami administracji publicznej sprawiają, że jako agencja celna jesteśmy w stanie sprostać największym trudnościom. System CATCH mamy opanowany do perfekcji, nasi klienci mają zapewniony topowy poziom obsługi w tym zakresie. Czekamy na kolejne wyzwania” – dodaje.